Po zwiedzeniu cmentarza wybrałam się dalej. Przed obwodnicą ostatni budynek BNTU:
Dalej osiedla.
Miejscowi chłopcy mają rozmach w wyznawaniu miłości:
[Także, mamo, nie martw się, mogło być gorzej ;)]
Ponieważ tu wyczerpał się drugi komplet akumulatorków, kupiłam baterie (i przy okazji мороженое, czyli lody :)), wsiadłam w metro i pojechałam obejrzeć Niemigę.
Róże przy wyjściu z metra symbolizują ludzi, którzy zginęli na schodach prowadzących na stację Niemiga, kiedy podczas odbywającego się niedaleko koncertu rozszalała się burza. Szczegóły zna wikipedia, ale nie polecam czytać osobom o słabych nerwach.
To miejsce z kilkoma kościołami i cerkwiami. Niemiga, choć jest chyba najbardziej zadbaną dzielnicą miasta, zupełnie nie przypadła mi do gustu - została przygotowana pod turystów, ceny w restauracjach są zachodnie, a taksówkarze czekają tylko na innostrańców. Można nawet znaleźć tablice w języku angielskim - jakie to inne od reszty miasta. Mało jest za to lokalnej ludności, co sprawia, że miejsce jest nudne i martwe.






3 posty jestem w szoku ;P
OdpowiedzUsuńBlogger nie przyjmuje tylu zdjęć na raz :D
OdpowiedzUsuńAż trudno uwierzyć, że w centrum europejskiej stolicy, tylko nieco ponad 10 lat temu zdarzyła się taka tragedia...
OdpowiedzUsuń