poniedziałek, 23 lipca 2012

Dzień 7. Wieczór


Po zwiedzeniu cmentarza wybrałam się dalej. Przed obwodnicą ostatni budynek BNTU:


Dalej osiedla.


Miejscowi chłopcy mają rozmach w wyznawaniu miłości:
 [Także, mamo, nie martw się, mogło być gorzej ;)]

Ponieważ tu wyczerpał się drugi komplet akumulatorków, kupiłam baterie (i przy okazji мороженое, czyli lody :)), wsiadłam w metro i pojechałam obejrzeć Niemigę.



Róże przy wyjściu z metra symbolizują ludzi, którzy zginęli na schodach prowadzących na stację Niemiga, kiedy podczas odbywającego się niedaleko koncertu rozszalała się burza. Szczegóły zna wikipedia, ale nie polecam czytać osobom o słabych nerwach.


To miejsce z kilkoma kościołami i cerkwiami. Niemiga, choć jest chyba najbardziej zadbaną dzielnicą miasta, zupełnie nie przypadła mi do gustu - została przygotowana pod turystów, ceny w restauracjach są zachodnie, a taksówkarze czekają tylko na innostrańców. Można nawet znaleźć tablice w języku angielskim - jakie to inne od reszty miasta. Mało jest za to lokalnej ludności, co sprawia, że miejsce jest nudne i martwe.




3 komentarze:

  1. 3 posty jestem w szoku ;P

    OdpowiedzUsuń
  2. Blogger nie przyjmuje tylu zdjęć na raz :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Aż trudno uwierzyć, że w centrum europejskiej stolicy, tylko nieco ponad 10 lat temu zdarzyła się taka tragedia...

    OdpowiedzUsuń