Jura pierwszy raz skontaktował się ze mną pierwszy raz w czwartek, wysyłając mi sms łamanym angielskim, że chce się spotkać i że jakoś się dogadamy po polsko-białorusku. Początkowo nie byłam przekonana, ale w spróbowałam odpisać. Okazało się, że to student BSUIR, kolejny programista Javy, który bardzo chce się uczyć polskiego. Dla pewności spytałam o opinię Kasię. Stwierdziła, że mówi sensownie, obejrzała jego profil na vk (rosyjskiej kopii facebooka) i kazała mi nie nudzić się kolejny wieczór tylko iść. Trochę mnie martwiło, że Jura upiera się brać samochód (samochodem łatwiej porywać;) ), ale tak bardzo chciałam mieć z kim pogadać, że postanowiłam na razie się tym nie przejmować. W razie czego umiem kopać, gryźć i wydrapywać oczy :D
Umówiliśmy się w końcu na piątek po pracy. Jura podjechał pod moją firmę i poszliśmy na spacer. Miał czas tylko do 19.30, kiedy zaczynał zajęcia angielskiego. Przeszliśmy się w stronę placu Zwycięstwa (biał. Pieramohi, ros. Pobiedy) ze stojącym na środku monumentem zwycięstwa. Jurę bardzo bawiło, że fotografuję wszystko dookoła, a przede wszystkim socjalistyczne budynki (przy prospekcie Niepodległości trudno znaleźć inne ;) )
Na zdjęciach:
Dwa ujęcia szkoły policyjnej, pod spodem Pałac Mastactwa czyli budynek galerii sztuki, z boku dwa banki (różnych banków jest w Mińsku zatrzęsienie, a co rano pod niektórymi długie kolejki). Facet w płaszczyku to Piotr Maszerow - I sekretarz Komunistycznej Partii Białorusi w latach 1965–1980.
Kobieta na koniu jechała przez centrum miasta i przeliczała plik pieniędzy, w czasie gdy jej zwierz obgryzał liście z rosnących przy drodze drzew. Niestety nie zdążyłam zrobić jej zdjęcia z przodu.
Monument na placu Zwycięstwa.
No i Jurij, który zaprowadził mnie też go dwóch sklepów z ręcznie robionymi drobiazgami . "Ў" – nazwany literą z coraz bardziej zapomnianego białoruskiego alfabetu i "Подземка", czyli metro – oprawa graficzna nazwy przypomina logo londyńskiego metra. Kupiłam tam kilka lokalnych drobiazgów, niestety trochę zawiodłam się na kolczykach – nie miały żadnego lokalnego rysu...
Miński koledż finansowo-ekonomiczny. Dwa oficjalne języki – dwie tablice. Po rozpadzie Związku Radzieckiego białoruski był jedynym oficjalnym językiem w kraju. Sytuacja zmieniła się w połowie lat 90, kiedy drugim oficjalnym językiem został rosyjski. Po jakimś czasie wszystkich przedmiotów zaczęto w szkołach uczyć już tylko po rosyjsku.
Gimnazjum numer 23 – podobno jedno z lepszych w Mińsku.
Budynek Białoruskiego Komitetu Olimpijskiego, a po drugiej stronie ulicy (czyli w tle) moja firma.
Budynek Filharmonii Narodowej.
Zostawiłam Jurę na zajęciach i poszłam spacerować dalej. Jedna z moich ulubionych rzeczy w Mińsku to balkony. Każdy jest inny, dzięki czemu na osiedlu identycznie zaprojektowanych bloków nie można znaleźć dwóch identycznych budynków. Tu balkony od strony podwórka dużej kamienicy. Garaże też były ciekawe:
To już budynek Narodowej Opery i Baletu. Niestety zespoły mają teraz turne po świecie, więc nie mogę wybrać się na przedstawienie, a szkoda. Dookoła budynku jest park, a przed głównym wejściem zachwycająca fontanna. Pan na pomniku w pobliżu opery to Maksim Bahdanowicz, białoruski poeta i prozaik, który zmarł na gruźlicę w wieku 26 lat. W 120 rocznicę swoich urodzin dostał taki właśnie pomnik. Na zdjęciu wygląda lepiej. Ten budynek na dolnym zdjęciu, to blok na który zerka ze swego postumentu.
Mińsk praktycznie nie ma zabytków przedwojennych. Z drugiej strony – Warszawa też by nie miała, gdyby jej mieszkańcom nie chciało się układać puzzli. Znalazłam takie celne spostrzeżenie Tomasza M. Bladynca ,który wypowiada się na forum skyscrapercity: „To kwestia priorytetów w powojennej odbudowie. My odbudowaliśmy Starówkę, oni zbudowali obwodnicę. Teraz oni odbudowują Starówkę, a my budujemy obwodnicę.” Mińskie Stare Miasto składało się z dwóch części – położonej na skarpie na jednym brzegu rzeki Niemigi oraz Troickiego Przedmieścia na drugim, niższym brzegu rzeki. Teraz kilka zdjęć właśnie z tego drugiego.
Troickie Przedmieście leży nad Świsłoczą i tworzy część miejsca, które najbardziej mnie do tej pory w Mińsku zachwyciło. Zeszłam nad rzekę od strony małej wysepki zwanej Wyspą Łez na której stoi kaplica ku pamięci żołnierzy poległych w Afganistanie. Na wyspie siedzą zakochani (chociaż zdjęcie przedstawiające zapatrzonych w dal ludzi pokazuje akurat dwie dziewczyny, które nie wyglądały jakby były w specjalnie zażyłej relacji (a i takie się na ulicach Mińska spotyka). Z tego miejsca można doskonale obserwować pływających na łódkach i rowerach wodnych mieszkańców Mińska. Niestety ta część brzegu została przesadnie obciążona tym ogromnym budynkiem z prawego zdjęcia, którego budowa wciąż trwa. Do tego miejsca pasowałoby coś bardziej delikatnego. Wzdłuż rzeki ciągnie się też długi blok, który jednak wygląda dosyć zgrabnie. Tę cześć rozlewiska zamyka wzgórze z restaurowanym właśnie hotelem Białoruś. W połowie pagórka znajduje się pomnik Puszkina. Niestety mniej więcej w tym miejscu wyczerpał mi się komplet zapasowych akumulatorów i resztę zdjęć robiłam komórką. Tu spotkałam też pana, który wyszedł z psem na spacer i miał chyba ochotę trochę w czasie spaceru porozmawiać, bo zaczepił mnie. Dzięki niemu wiem, co jest czym, bo wskazał mi rolę większości budynków w okolicy i pokazał wystawę na trawniku po drugiej stronie wzgórza.
Drugi brzeg rzeki to głównie hotele, między innymi ten z wielkim napisem „Minsk – Gorod-Gieroj” czyli „Mińsk – Miasto-Bohater”. Kolejne hotele się budują. Nie trzymają linii wysokości poprzednich budynków, więc nie jestem pewna czy nie przytłoczą rzeki z drugiej strony.
Teren nad rzeką to też Pałac Sportu, czyli arena sportowa z boiskiem do hokeja, a także tor kartingowy z dachem typu namiot. Na zdjęciu można zobaczyć także figurę anioła z Wyspy Łez. Na Białorusi nie ma monet, dlatego w fontannie pływają najniższe nominały banknotów. Tylko dzieci są jakoś chyba mniej w modzie, bo aniołkowi nic nie świeciło (tu można obejrzeć, co mu czasem świeci).
Weekend spędziłam aktywnie na samodzielnym zwiedzaniu miasta. O czym postaram się też napisać, tylko nie mogę się zebrać żeby przejrzeć i wybrać coś z ponad tysiąca zdjęć, które zrobiłam w sobotę :)
Gimnazjum numer 23 – podobno jedno z lepszych w Mińsku.
Budynek Białoruskiego Komitetu Olimpijskiego, a po drugiej stronie ulicy (czyli w tle) moja firma.
Budynek Filharmonii Narodowej.
Zostawiłam Jurę na zajęciach i poszłam spacerować dalej. Jedna z moich ulubionych rzeczy w Mińsku to balkony. Każdy jest inny, dzięki czemu na osiedlu identycznie zaprojektowanych bloków nie można znaleźć dwóch identycznych budynków. Tu balkony od strony podwórka dużej kamienicy. Garaże też były ciekawe:
Zauważyliście ludzi na obu dolnych zdjęciach?
To już budynek Narodowej Opery i Baletu. Niestety zespoły mają teraz turne po świecie, więc nie mogę wybrać się na przedstawienie, a szkoda. Dookoła budynku jest park, a przed głównym wejściem zachwycająca fontanna. Pan na pomniku w pobliżu opery to Maksim Bahdanowicz, białoruski poeta i prozaik, który zmarł na gruźlicę w wieku 26 lat. W 120 rocznicę swoich urodzin dostał taki właśnie pomnik. Na zdjęciu wygląda lepiej. Ten budynek na dolnym zdjęciu, to blok na który zerka ze swego postumentu.
Mińsk praktycznie nie ma zabytków przedwojennych. Z drugiej strony – Warszawa też by nie miała, gdyby jej mieszkańcom nie chciało się układać puzzli. Znalazłam takie celne spostrzeżenie Tomasza M. Bladynca ,który wypowiada się na forum skyscrapercity: „To kwestia priorytetów w powojennej odbudowie. My odbudowaliśmy Starówkę, oni zbudowali obwodnicę. Teraz oni odbudowują Starówkę, a my budujemy obwodnicę.” Mińskie Stare Miasto składało się z dwóch części – położonej na skarpie na jednym brzegu rzeki Niemigi oraz Troickiego Przedmieścia na drugim, niższym brzegu rzeki. Teraz kilka zdjęć właśnie z tego drugiego.
Troickie Przedmieście leży nad Świsłoczą i tworzy część miejsca, które najbardziej mnie do tej pory w Mińsku zachwyciło. Zeszłam nad rzekę od strony małej wysepki zwanej Wyspą Łez na której stoi kaplica ku pamięci żołnierzy poległych w Afganistanie. Na wyspie siedzą zakochani (chociaż zdjęcie przedstawiające zapatrzonych w dal ludzi pokazuje akurat dwie dziewczyny, które nie wyglądały jakby były w specjalnie zażyłej relacji (a i takie się na ulicach Mińska spotyka). Z tego miejsca można doskonale obserwować pływających na łódkach i rowerach wodnych mieszkańców Mińska. Niestety ta część brzegu została przesadnie obciążona tym ogromnym budynkiem z prawego zdjęcia, którego budowa wciąż trwa. Do tego miejsca pasowałoby coś bardziej delikatnego. Wzdłuż rzeki ciągnie się też długi blok, który jednak wygląda dosyć zgrabnie. Tę cześć rozlewiska zamyka wzgórze z restaurowanym właśnie hotelem Białoruś. W połowie pagórka znajduje się pomnik Puszkina. Niestety mniej więcej w tym miejscu wyczerpał mi się komplet zapasowych akumulatorów i resztę zdjęć robiłam komórką. Tu spotkałam też pana, który wyszedł z psem na spacer i miał chyba ochotę trochę w czasie spaceru porozmawiać, bo zaczepił mnie. Dzięki niemu wiem, co jest czym, bo wskazał mi rolę większości budynków w okolicy i pokazał wystawę na trawniku po drugiej stronie wzgórza.
Drugi brzeg rzeki to głównie hotele, między innymi ten z wielkim napisem „Minsk – Gorod-Gieroj” czyli „Mińsk – Miasto-Bohater”. Kolejne hotele się budują. Nie trzymają linii wysokości poprzednich budynków, więc nie jestem pewna czy nie przytłoczą rzeki z drugiej strony.
Teren nad rzeką to też Pałac Sportu, czyli arena sportowa z boiskiem do hokeja, a także tor kartingowy z dachem typu namiot. Na zdjęciu można zobaczyć także figurę anioła z Wyspy Łez. Na Białorusi nie ma monet, dlatego w fontannie pływają najniższe nominały banknotów. Tylko dzieci są jakoś chyba mniej w modzie, bo aniołkowi nic nie świeciło (tu można obejrzeć, co mu czasem świeci).
Weekend spędziłam aktywnie na samodzielnym zwiedzaniu miasta. O czym postaram się też napisać, tylko nie mogę się zebrać żeby przejrzeć i wybrać coś z ponad tysiąca zdjęć, które zrobiłam w sobotę :)







Wstawiaj wszystkie zdjęcia, później wybierzemy najlepsze ;)
OdpowiedzUsuńJa jako ja - nie mogę wstawić komentarza, ale korzystam z Twoich mozliwości :)
OdpowiedzUsuńPisz więcej, bo ja tu czekam na informacje i obrazki. To duzo czasu, ale póxniej juz nie napiszesz na pewno :)
Jura wygląda na Twoim zdjęciu lepiej niż na tym, które mi wcześniej przesłałaś :) Jeśli chodzi o podróże z półnieznajomymi Białorusinami, to uważaj po prostu na czarne Wołgi (widziałaś jakąś? :)) A tak na serio to niesamowite wrażenie robią (przynajmniej na zdjęciach) te urocze mosteczki - szkoda, że w Warszawie takich nie ma (albo ja ich nie widzę) Na koniec dodam, że strasznie imponujesz mi swoim zapałem do zwiedzania - mi niestety nie chce się jakoś ruszać z akademika. Cieszę się więc, że dzięki Tobie odbywam przynajmniej wirtualną podróż po stolicy Białorusi :] Buziaki :*
OdpowiedzUsuń