Na początek piątku możecie obejrzeć budynek gdzie pracuję z drugiej strony. Wygląda przerażająco, co? ;)
Oprócz tego, czekoladka, którą zeżarłam czekając na odpowiedź Egora czy idzie na lunch. Ta, którą dałam mu poprzedniego dnia i która mi potem oddał. Była przepyszna. Egora się nie doczekałam i poszłam na lunch sama. Znów Lido, kartofle z sosem z kuricą. Deser znów mdląco słodki, nie wiedziałam, że na tej Białorusi lubią takie straszliwie słodkie rzeczy (a lubią, niektóre nawet jeszcze słodsze, ojej). Ledwo wróciłam z deseru, a dostałam odpowiedź od Egora, że właśnie wrócił i możemy iść. No cóż, trochę się spóźnił... Dowiedziałam się potem od Kasi, że Egor właśnie opóźnia pracę swojego projektu, bo nie może znaleźć co nie działa w jego części kodu, więc postanowiłam wybrać się znów na zakupy i dokarmić go czymś zdrowym. Nakupowałam słodyczy dla siebie, Egora i Kasi, zaniosłam im do pokoju i wróciłam do pracy. Po chwili pojawili się we dwójkę w bojowym nastroju zwracając mi słodycze, bo stwierdzili, że tym razem ich nie przyjmą. Doszliśmy ostatecznie do kompromisu, że możemy je zjeść razem w przerwie na herbatę, bo Egor właśnie wychodził, żeby jechać na weekend do Polski.
Po pracy spotkałam się znów z Jurą, Siergiejem i Paulem w Lido, żeby omówić wyjazd do muzeum w Dudutkach następnego dnia. Dopchana słodyczami tym razem nie jadłam, możecie za to podejrzeć co jedli chłopcy. W tle piłka nożna. Nie wiem kto grał, ale skończyło się 10:0 ;)
Jura znów miał angielski, a my zostaliśmy wysłani na sprawdzenie nowego klubu. Ponieważ mieliśmy trochę czasu, po drodze zaszliśmy nad rzekę. Zdjęcia będą w jakiejś notce podsumowującej Niemigę, żeby się tak strasznie nie dublowały (uwielbiam to miejsce, mogłabym tam siedzieć bez przerwy). Jako, że byłam świeżo po pisaniu poprzedniej notki o pierwszym moim pobycie tam, wiedziałam dosyć dużo i co mogłam, opowiadałam Paulowi. Siergiej włączył się do opowieści tłumacząc, że Pałac Sportu to miejsce, gdzie "Łukaszenka plays (hockey)". Paul zrozumiał to jako "Łukaszenka's place". Siergieja ta scenka bawiła przez resztę wieczoru.
Klub, do którego mieliśmy się udać, to TNT, nowe miejsce o tematyce rockowej. Okazało się jednak, że nowe ma bardziej realne znaczenie niż sądziliśmy, bo w klubie odbywała się właśnie pierwsza impreza do wejścia na którą niezbędne były zaproszenia. Tłumy na zewnątrz (widać część na zdjęciu z samochodem) czekały na otworzenie drzwi na dalszą część imprezy, ale my zrezygnowaliśmy i poszliśmy szukać innego miejsca do spędzenia czasu.
Przy okazji spotkaliśmy znajomych Jury i Siergieja - Ksenię, dziewczynę Jury, Marię - siostrę Kseni, Natalię - koleżankę z pracy Marii oraz jeszcze jedną ich znajomą, której imienia nie poznałam. Po dłuższych poszukiwaniach udało nam się trafić do lokalu z wolnymi miejscami, gdzie zajęliśmy się konsumpcją piwa "lokalnego", czyli Złotego Bażanta.
W międzyczasie dołączył też Jura, dziewczyny wymyśliły kilka gier, w ramach jednej z nich Paul uczył Ksenię walca wiedeńskiego. Tylko gdzie on zgubił ramę?!





Czy to lemoniada na pierwszym zdjęciu dla ochłody?
OdpowiedzUsuńLemoniada tak ogólnie, bo jest dobra i jest na początku lady, a na końcu jest zawsze za duży tłok, żeby się dopchać do soków :)
OdpowiedzUsuńCo za praktyczne podejście :) Mi i tak najbardziej podobało się autko...
OdpowiedzUsuń