wtorek, 10 lipca 2012

Dzien 1.


W Polsce żegnała mnie burza. Nie udało mi się zrobić zdjęcia żadnemu z ogromnych piorunów, które przecinały w poziomie niebo, dlatego Ci, którzy nie widzieli, muszą uwierzyć mi na słowo – były potworne i piękne.
W podróż wyruszałam pociągiem relacji Warszawa Gdańska – Mińsk Pasażerski. Skład do Mińska składa się z wagonów kolei białoruskich w wyraźnym niebieskim kolorze. Co ważne, wagony lub tylko wagon końcowy są nieprzechodnie – tzn. mają tylko jedno wejście.

Do pociągu wsiadłam w Łukowie. Byłam chyba jedyną osobą na peronie. Miałam miejscówkę w wagonie numer jeden, który oczywiście był ostatni w składzie :) W środku pani sprawdziła bilet (i zabrała go ze sobą! później oddała, ale już bez miejscówki) i skierowała mnie do przedziału numer 5. Jako, że podróżuję z polskim paszportem, dostałam też do wypełnienia „Migration card”, w której należało podać m.in. numer paszportu i numer wizy. Trafiłam do przedziału z trzema Białorusinkami. Irina wracała z zakupów w Polsce, a Marysia od męża, który mieszka pod Warszawą. Ponieważ wszystkie wiozłyśmy dużo bagaży, moja walizka (ciemadan!) nie zmieściła się na podłodze, więc wylądowała ze mną na pryczy. W przedziale jest za mało miejsca na przewóz gabarytów. Po jednej walizce można zmieścić pod dolnymi pryczami, jest też półka na bagaże, ale jest za niska na duże walizy (ma mniej niż długość kartki A4, czyli niecałe 30 centymetrów). Na szczęście zmieścił się tam plecak.
Górne prycze są kilka centymetrów krótsze od dolnych, a walizka zabrała dodatkowo prawie pół metra, więc zrobiło się ciasno. Irina pomogła mi rozłożyć materac i pościel. Marysia narzekała, że nie może spać i opowiadała o innych swoich podróżach. Dowiedziałam się, że:
30 lat temu Warszawa miała dużo węższe ulice, a w autobusach trudno było znieść zapach benzyny.
W czasach, kiedy Rosjanie jeździli na handel, tory w Terespolu były podobno zasypane tłuczonym szkłem, bo celnicy mieli zwyczaj wyrzucać przekraczające dozwolone ilości przewozu butelki.
Studenci potrafili nie spać dwie doby w drodze na Ural, grać w karty i śpiewać. Śpiewali też Gruzini, którzy wszystkich wkoło częstowali arbuzami i winem z oplatanych skórą butelek.
Irina zachwycała się też polskimi sklepami i tym, że tramwaje są bardzo ciche.
Pociąg poza wagonami sypialnymi ma też zwykłe wagony osobowe, które jadą do Terespola. W Polsce zatrzymuje się na 9 stacjach, między Białą Podlaską a Terespolem ma jeszcze postój w Chotyłowie i Małaszewicach, przez co ostatnie kilometry do granicy ciągną się niemiłosiernie długo. Polska kontrola graniczna przebiegła na szczęście dosyć szybko. Celnicy odpytują przy okazji Polaków, czy na pewno mają wizy, bo zdarzają się tacy, którzy próbują jechać bez. Opuszczenie pociągu w Terespolu, to podobno 3 godziny podróży mniej, w stosunku do wycofania w Brześciu. W Terespolu podróżni spoza UE mają też szansę na zwrot VATu.
Nie wszystkie okna w pociągu można otwierać, niektóre są wykonane z jednej tafli szkła, tak jak to w przedziale, w którym jechałam. Przy tak częstych postojach szybko zrobiło się gorąco, jednak picie napojów nie było najlepszym pomysłem, bo pociągowa toaleta jest zamykana przed granicą i otwierana dopiero po przetoczeniu wagonów. Na szczęście zostałam ostrzeżona wcześniej przez Marysię i powstrzymałam się przed wypiciem całej butelki wody ;)




Toaleta wyraźnie ma minę! :) Nad umywalką wisiały sztuczne kwiaty, podobnie jak w korytarzu wagonu. Są chyba szczególnie lubiane na Białorusi, bo moje współpasażerki wiozły całe bukiety.

Kontrola na Białorusi trwała dłużej. Jako pierwsza wpadła celniczka, która szybko przepytała o przewóz różnych rzeczy, m.in. alkoholu („Spirit i'est?”), dopiero później zebrano paszporty. Przy okazji połowa mojej karty migracyjnej została na granicy, a druga połowa, z pieczątką, pojechała ze mną. Ominęła nas szczegółowa kontrola bagażowa, więc nie musiałyśmy kolejny raz szarpać się z walizkami. Co na granicy dosyć okrutnie woniało, chyba nie w każdym pociągu pamiętają żeby zamknąć toaletę.
Pierwsze widoki za granicą to drzewa, krzaki, las, drzewa, księżyc i jeszcze trochę drzew, no i las. Drugie są podobne. I niemal każde pozostałe ;) Chociaż przed wjazdem na halę, w której wymieniano nam podwozie, można było dostrzec bloki, różne brzydkie chałupki, wieżę, która wyglądała jak punkt obserwacyjny nad więzieniem i OGROMNE silosy. Na silosach był też jakiś ogromny napis, niestety nie dałam rady przeczytać go w ciemnościach, zwłaszcza, że przed silosami stoi wielka, oślepiająca latarnia.
Wymiana podwozia dłuży się niesamowicie, dlatego biegałam od okna do okna oglądając narzędzia i robiąc zdjęcia. Niestety, ze względu na panujące wszędzie ciemności, nie chciały wyjść :( W końcu zniechęcona wróciłam na swoją pryczę, a wtedy podniesiono nasz wagon. Mogłam obserwować przez okno siedzących na ławce pracowników, a oni obserwowali mnie. Moment ruszania też przegapiłam, ale zdążyłam zobaczyć kolejnych ludzi, dla odmiany nudzących się na ławkach na leżąco i z zamkniętymi oczami ;)
Zostały już tylko 3 przystanki – pierwszy, Brześć obejrzałam z okna. Peron prezentował się czysto i schludnie, jeśli nie liczyć rozbitej butelki. Miał oznaczenia cyrylicą i po angielsku, a także zjazd na wózków. Ściany zejścia wyglądały na „marmurowe”.


Na stacji w Brześciu odbierałam jeszcze zasięg Playa z nadajnika Orange z Terespola, a Plus już podczas kontroli w Terespolu przeszedł na zasięg MTS.
Niedaleko za Brześciem zwinęłam się w kłębek i zasnęłam, żeby obudzić się dopiero godzinę drogi przed Mińskiem.
O poranku współpasażerki zamówiły sobie herbatę, z której zrezygnowałam ze względu na brak własnych rubli. Teraz żałuję, że nie poprosiłam kogoś o zakup, bo herbata wyglądała tak:





Samowar i schemat instalacji wodnej w wagonie.
 
Wjazd to Mińska, to znów drzewa, ale też dużo parterowych chatek, często w żywych kolorach. Za chatkami widać było jednak bloki i wysokościowce.






Stacyjka w Mińsku, przy której staliśmy czekając na wjazd na peron.

Kiedy o 8 zajechaliśmy na dworzec, na sąsiednim torze czekał właśnie pociąg relacji Moskwa – Praga, a na mnie czekało dwóch Aleksiejów – pierwszy, mówiący po polsku tłumacz z uniwersytetu i jego kolega. Od Alexa1 dostałam kwiatek (podobne chyba rosną przed dworcem) i mapę. Kwiatek wyglądał biednie i z braku rąk na noszenie go, trafił do reklamówki z rzeczami. Po wyjęciu wyglądał jeszcze gorzej, ale pomogło mu wstawienie do wody. Dodatkowo dostałam też bardzo interesującą mapę Mińska.
Aleks1 dżentelmeńsko złapał za moją walizkę. Nie był to najlepszy pomysł, bo w Mińsku było gorąco, on wystroił się w elegancką koszulę i spodnie, a walizka nie dość że ciężka, to dodatkowo zgubiła kółka. Jednak nie poddał się i targał ją całą drogę. Dobrze, że wziął ze sobą kolegę, bo dzięki temu Alex2 zabawiał mnie rozmową (po angielsku, w którym czułam się lepiej niż w polskim z Alexem1 ;) ).
Pierwsza rzecz, która oczarowała mnie w Mińsku, to sygnalizacja świetlna:


Wświetla liczbę sekund do zmiany świateł! :)

Poza tym skomplementowałam Mińsk, który jest naprawdę czystym miastem. Alex1 próbował zmienić moje zdanie wskazując na zapełniony kosz na śmieci, ale to nie wystarczyło. Ulice są czyste, wrzuty na budynkach dużo rzadsze niż u nas. Autobus, którym jechaliśmy najpierw w bardzo dobrym stanie. Trochę mniej idealnie prezentował się porysowany w środku trolejbus, ale nic nie może być idealne.



Wspomniany kosz na śmieci i prezenty.
 
Kiedy dotarliśmy do akademika, wiedziałam, że budynek zdecydowanie przekracza przeciętny miejscowy standard. Widać to było chociażby po minie Alexa2, który tylko wzdychał na jego widok. Jednocześnie Alex1 był już tak zziajany, że zarzucił sobie walizkę na ramiona. Kiedy szedł, zostawiał za sobą kałuże. Próbowałam być poważna z wdzięczności za pomoc, ale widząc go, jak przerzuca walizkę przez ramię i próbuje wejść po schodach z Alexem2 wybuchliśmy śmiechem :D



Akademik

W środku powitała nas pani recepcjonistka, która mówi oczywiście tylko po rosyjsku. Dostałam klucz, przepustkę i pościel, która jechała w wózku sklepowym, prowadzonym przez Alexa2.
Pokoje to standard odpowiadający Rivierze. Segmenty dwupokojowe z łazienką. Dodatkowo w segmencie jest kuchenka, jednak nie wolno korzystać z piekarnika. Aktualnie w pokoju jestem sama, w weekend ma przyjechać Julia z Macedonii. Po sąsiedzku mieszka Ina, która mówi tylko po rosyjsku i niemiecku.


Alex1 proponował, że zapozna mnie z pozostałymi ludźmi z IAESTE, którzy są już w Mińsku od jakiegoś czasu, jednak byłam tak zmęczona, że wolałam pójść spać. Niestety nie udało mi się to od razu, bez prysznica przyklejałam się do łóżka. Poza tym zorientowałam się, że mój pokój położony jest od południowego zachodu, więc przed snem postanowiłam zawiesić jeszcze firanki. Dopiero wtedy udało mi się zasnąć na ponad 3 godziny.
Szybko okazało się, że jeden prysznic dziennie, to w Mińskim klimacie stanowczo za mało. Przy okazji odkryłam, że w łazience jest wspaniała rura, która grzeje przez cały dzień. Jakby i bez tego nie było gorąco...
Wybrałam się na zakupy. Tuż obok akademika jest spora galeria Ryga.




W drogerii kupiłam szampon, płacąc przy tym bez problemu kartą. Zaobserwowałam też dość popularne tutaj zjawisko - kilka sklepów z różnych branży dzieli jedną przestrzeń sklepową - z drogerią była księgarnia i sklep RTV.
W galerii można znaleźć też sklep z artykułami religijnymi, prowadzony przez zakonnice oraz skrzynki, z których datki trafiają do cerkwi (a przynajmniej tak sugerują obrazki). Przed wejściem do głównego supermarketu Sasiedi ludzie zostawiają swoje bagaże w bezpłatnych, zamykanych na klucz szafkach.
Zrobiłam małe zakupy, mając nieco problemów, gdyż system nie zaakceptował mojej kart. Musiałam wypłacić ruble w bankomacie. Na szczęście ekspedientka pamiętała o mnie i w przerwie pomiędzy klientami skasowała moje zakupy jeszcze raz.



Danio i Fantasia; woda smakowa; 50 rubli białoruskich czyli niecały polski grosz, zajmują zdecydowanie za dużo miejsca w portfelu.
c.d.n.

1 komentarz:

  1. Bardzo mi się podobają te domki, nie lubię żywych kolorów, ale tu w zieleni podobają mi się,
    Podoba mi się też mina toalety,
    Akademik jest całkiem przyjemny

    OdpowiedzUsuń